sobota, lipca 26, 2014

InvisiBobble czyli magiczne gumki do włosów


Jakiś czas temu podczas zakupów w hali Arena we Wrocławiu znalazłam mały sklepik z profesjonalnymi kosmetykami do włosów oraz Tangle Teezerami, ale oprócz nich dostrzegłam małe gumki, które robią furorę w internecie i na blogach. I jak się spisują? Faktycznie są takie magiczne? Zapraszam na post!

Invisibobble opisywane są jako rewolucja wśród gumek do włosów, ponieważ nie ciągną naszych włosów, ani nie powodują bólu skóry głowy. Jest to produkt bardzo delikatny, który nie wyrywa włosów, nie plącze ich, ani nie odkształca. Wszystko piękne napisane, ale czy tak jest naprawdę? Gumki wykonane są ze sprężystego tworzywa, które zawsze powraca do swojego pierwotnego kształtu, jednak dla mnie z zewnątrz wyglądają po prostu jak kabel od np. telefonu. Są dostępne w różnych kolorach np. mocnym różowym, czarnym, przezroczystym, czerwonym, niebieskim czy białym. Cena trzech gumek to ok 14 zł, ja za swoje dałam dokładnie 13.80 zł. Musicie jednak uważać, bo tak jak w przypadku Tangle Teezerów, jest na naszym rynku wiele podróbek. Np. jedna gumka za 1 czy 2 zł. Lepiej kupić droższe, a mieć pewność, że są oryginalne. pewnego czasu H&M wprowadziło do swoich sklepów podróbki własnie Invisibobble i niestety widać było, że są o wiele gorszej jakości.


Gumki faktycznie są bardzo delikatne, jednak nie potrafią dobrze związać kucyka, którego codziennie noszę. Najlepiej sprawdzają się do koka, szczególnie u osób z dużą ilością włosów, do tego lekko kręconych. Dużym ich plusem jest fakt, że faktycznie nie ugniatają włosów i nie tworzą zgięcia włosów w miejscu robienia końskiego ogona. Kolejną sprawą jest, że nie ma ostrych zakończeń, czy metalowych końcówek, przez co nie łamie nam włosów. Myślę, że Invisibobble są warte wypróbowania. Jest to sprawa indywidualna, czy się je polubi czy nie, jak Tangle Teezer. 50% go kocha, druga połowa nienawidzi. Tak samo jest z tymi gumkami. Dla jednym to strata pieniędzy, dla mnie świetna alternatywa aby skóra głowy mnie nie bolała, a włosy nie były odgniecione. 

A teraz jeszcze parę słów o kultowej już szczotce TT.

Jak dla mnie jest to rewelacyjny przedmiot, który strasznie ułatwia mi rozczesywanie włosów. Mam ich sporo na głowie, do tego lubia się kręcić i plątać, a po umyciu ich nie mogę rozczesać je niczym innym, jak właśnie TT. Fajnie, że wprowadzają je do Hebe, są tam za ok 35 zł. Jednak ja swoją mam z Minti Shop, gdzie macie chyba wszystkie dostępne wzory i kolory. Dla mnie ta szczotka jest wielkim hitem, tak jak gumki Invisibobble. Może obydwa te produkty najtańsze nie są, jednak warte są każdej wydajne złotówki.
Polecam jeszcze sklep internetowy Minti Shop, choćby ze względu na dużym asortyment, który ciągle się powiększa. Mają choćby Batisty, pędzle Zoeva, Hakuro czy Real Techniques. Polecam odwiedzić ten sklep :)

A tak wygląda mój TT po ponad roku używania i wielu podróżach. Tak, wiem, włoski są poprzekrzywiane i odgięte, przez co mój TT lekko bardziej ciągnie. Żałuję trochę, że nie zakupiłam także wersji w kompakcie, którą mogłam brać w podróże.