Jakiś czas temu chwaliłam sie wam na fejsbukowym profilu, że zostałam jurorką w konkursie TSSS :) Jak to się stało? Sama nie wiem, dostałam maila z propozycją, zgodziłam się, wybrałam moim zdaniem 3 najlepsze odpowiedzi i dostałam bardzo miłą niespodziankę. Oto własnie ten krem. Dla mnie samo bycie jurorem było dla mnie naprawdę mega dużym wyróżnieniem, a do tego taki miły podarunek jak krem do rąk (dostałam jeszcze maseczkę, ale o niej innym razem :)). Firma postarała się :)
A jak spisał się krem?
Zapraszam na recenzję... :)
Jeśli chodzi o same opakowanie kremu to jest ono z pewnością ciekawe i niespotykane. Żaden krem nie ma takiego opakowanie. Troche podobne mają kremy L'OCCITANE. Ale wracając do tematu...jest to tubka, wykonana z plastiku i okrysta ala sreberkiem. Informacje znajdują się na papierze owijającym tubkę. Całość znajduje się w tekturowym opakowaniu. Papier wydaje się jakby pochodził z recyklingu. Gwarancją świeżości produktu jest sreberko, które zrywamu przy pierwszym użyciu.
A co producent twierdzi na temat swojego produktu?
"Krem do pielęgnacji suchej i podrażnionej skóry rąk. Zawiera aż 20% czystego masła Shea, jest bardzo treściwy, a przy tym doskonale się wchłania. Masło Shea zwane również karite, co oznacza "życie" jest wysoce cenione za swoje zmiękczające skórę właściwości, oraz zdolność leczenia podrażnionej powierzchni skóry. Uzyskiwane z owoców drzew masłosza, zawiera substancje tłuszczowe, witaminy A,E i F, naturalne filtry chroniące przed promieniowaniem UV. Właściwości masła Shea chronią przed negatywnym działaniem wiatru, zimna, słońca, pozwalają szybciej goić skórę po urazach. Masło Shea stymuluje aktywność komórek w walce ze starzeniem się i odnawianiem naskórka. Shea zdecydowanie uodparnia skórę na podrażnienia i przeciwdziała alergiom, jest wskazane przy suchej skórze, egzemach i drobnych urazach. Niweluje przebarwienia spowodowane słońcem i niekorzystnym działaniem czynników zewnętrznych. Skoncentrowana siła składników naturalnych przywraca skórze miękkość i delikatność.
0% Parabenów, PEG, SLS, ftalanów, olejów mineralnych i pochodnych ropy naftowej, substancji z upraw modyfikowanych genetycznie"
Czyli dla producenta krem idealny :) a jak jest w rzeczywistości?
Z pewnością wiele powiem nam na ten temat skład:
Aqua, Shea Butter, Ceteareth-20, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Glycerin, Avocado Oil, Urea, Parfum, D-panthenol, Acrylamide/Sodium Acrylate Copolymer, Trideceth-6, Tocopheryl Acetate, Ascorbyl Palmitate, Lecithin, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Phenoxyethanol, Polyaminopropyl Biguanide, Ethylhexylglycerin, d-Limonene, Citral, CI.14720
Na drugim miejscu znaduje się masło shea, które jak wiadomo ma bardzo dobry wpływ na naszą skórę, gdyż ją nawilża i regeneruje naskórek. Niestety na trzecim miejscu jest Ceteareth-20, który może być do niebezpieczny dla nas, szczególnie nie powinniśmy go używac przy uszkodzonej skórze. A krem jest przeznaczony przy egzemach i drobnych urazach. Na miejscu czartym i piątym są składniki mające funkcję powierzchniowo czynną, które nie zrobią krzywdy naszej skórze. Na szóstym miejscu jest gliceryna, a tóż za nią olej z awokado, mocznik i parfum czyli zapach.
Jak same widzicie skład jest naprawdę dobry, nie wliczając Ceteareth-20, który moim zdaniem powinien zostać zamieniony na innym, łagodniejszy.
Jednak nie wiem czy znajdziecie drogeryjny krem z podobnym składem.
Krem jest ważny ok rok od jego produkcji co świadczy o małej ilości konserwantów.
Nie zawiera równiez żadnych parabentów, PEG'ów, SLES'ów, sylikonów jak i pochodnych ropy naftowej (w której kocha się wiele, wiele firm).
Jeśli chodzi o cenę, to krem kosztuj ok 16-17 zł, a dostępny jest na stronie internetowej producenta lub w sklepach w których znajduje się asortyment tej firmy. Często można go spotkać na targach kosmetycznych.
Moim zdaniem krem jest naprawdę genialny. Ma przepiękny porzeczkowy zapach, który jest słodki, a zarazem lekko kwaśny, jak typowa porzeczka. Nie wyczuwa się chemicznego zapachu, lecz naturalny. Zapach utrzymuje się na skórze.
Konsystencja jest zwarta, lekko różowa. Bardzo łatwo się ją rozmarowywuje na rękach. Krem nie zostawia tłustego filmu, ani lepiącej się warstwy.
Może jakiejś srogiej i mroźnej zimy nie mamy, ale moje ręce potrzbowały naprawdę dobrego nawilżenia. Dlaczego? Bo stosowałam krem Balea, który nic nie zrobił z moją skórą rąk :/ przez co wysuszyły się, skóra zaczęła pękac i robić się szorstka. Po pierwsyzm zastosowaniu kremu TSSS szorstkośc zniknęła, a wysuszone miejsca były odżywione i nawilżone.
Wiadomo, jedna aplikacja nie pozostawiał efekty na tydzień, gdyż po ok 12 godzinach na nowo musiałam nakremować ręce. Uważam, że efekt i tak długo się trzymał patrząc na to, że pół dnia spędziłam w kuchni myjąc naczynia, albo w sklepach robiąc świąteczne zakupy.
Dla mnie efekt jest naprawdę na plus, tak samo jak skład, zapach czy opakowanie.
Jedynie dostepnośc i cena może trochę odstraszać, ale warto w niego zainwestować :)
Miałyście już jakieś produkty z The Secret Soap Store?
Lubicie ich kremy do rąk? :)
Dziękuję firmie The Secret Soap Store za możliwość testowania kremu.
To iż dostałam produkt za darmo nie wpłynęło na moją opinię, ani recenzje produktu.