czwartek, października 02, 2014

DENKUJEMY! Czyli zużycia ostatnich 3 miesięcy!


Denko czyli projekt, w którym pokazujemy zużyte produkty, opisujemy je w mini recenzjach i oczywiście najważniejsze, dzięki temu projektowi nie otwieramy wcześniej produktu jeśli jego poprzednik nie zostanie wyczerpany. W moim przypadku czasami ten ostatni punkt nie do końca się sprawdza - szczególnie przy perfumach i żelach pod prysznic, ale staram się! :) A teraz zapraszam na post... ;)
Żele pod prysznic:
W ostatnich miesiącach królowała u mnie Balea i niestety...przejadła mi się totalnie. Nie dość, że zapach nie zostaje na skórze, to jeszcze strasznie mnie wysuszyła. Zapachy co prawda były piękne, letnie, owocowe, ale czy to wystarcza aby używac produkt? Średnio. Przemawia jednak cena - taki żel w Polsce kosztuje maksymalnie 6 zł. Dodatkowo wzrok przyciąga niby prosta, ale bardzo barwna szata graficzna. Przyznam z ręką na sercu, że mniej więcej 1/3 każdego opakowania dosłownie wylałam do wanny jako umilacz do kąpieli(że niby piana, że niby ładny zapach), bo naprawdę miałam już tych żeli dość. Został mi już tylko jeden na półce w łazience (mango mambo) i wiem, że jak wrzuce go do denka to nieprędko wrócę do tych żeli. O borówkowym możecie przeczytać TU, a o mango mambo TU.


Włos na spray...albo spray na włos? :)
Tutaj goszczą Batisty, które dość często używałam w wakacje. Jest to fajna alternatywa, kiedy nie mamy jak umyć włosów, jednak przy dłużyszm i systematycznym stosowaniu potrafią wysuszać. Paisley i Wild to moje ukochane zapachy, które gorąco wam polecam. Recenzje obydwóch wersji możecie znaleźć TU. Kolejnym produktem jest lakier do włosów Artego, którego POKOCHAŁAM! Dosłownie pokochałam całego... i za wydajność (starczył mi na ok pół roku prawie codziennego stosowania), za moc (utrwala nawet na ponad 12 h!) i za brak sklejania włosów (wystarczy przeczesać włosy ręką i lakier znika). Może i jest drogi bo za taką butelkę idzie nam zapłacić ok 40 zł, jednak kiedy polakieruje sobie nim włosy przy np. kitce to wiem, że żadne babyhair czy inne małe, kręcone włoski nie stworzą mi szopy, której strasznie nie lubię. Jego recenzja znajduje się TUTAJ.


Włosy:
Czyli ciąg dalszy pielęgnacji mojej szopy :) Tutaj mamy m.in szampon Vatika z oliwek, który bardzo fajny nawilża włosy i wygładza. Jednak nie to jest jego największym atutem. Polecam go wszystkim, którzy mają problem z przesuszeniem skalpu. Rewelacyjnie nawilża skóre głowy i uspokaja wszelkie problemy skórne. Kolejny produkt to proteinowy szampon z Himalaya. Znów szamponowa rewelacja, znów świetnie wpływa na skórę głowy, ale o wiele lepiej działa na włosy. Co prawda musimy po nim nałożyć na włosy odżywkę, ale sprawia, że włosy są strasznie lejące, a ja to bardzo lubię. I ostatni produkt to kultowa odżywka z Yves Rocher z olejkiem jojoba. Bardzo dobry produkt, jednak mam wrażenie, że moje włosy się do niej przyzwyczaiły i czas będzie ją zamienić na coś innego. Jednak z pewnością do niej powrócę. O mojej pielęgnacji włosów możecie poczytać TUTAJ.


Higiena intymna:
I tutaj mamy aż trzy produkty. Pierwszy z nich to Lactacyd, myślałam, że jest to tańszy zamiennik Pliva Fem F, jednak bardzo się pomyliłam. Jest to zwykły żel/emulsja, tyle że sporo kosztuje, bo aż 10-15 zł (zależy od sklepu). A za produkt, który nic nie robi poza tym, że myje to nie dałabym tylu pieniędzy ponownie. Kolejnym produktem jest łagodny żel od Sylveco. Nie wiem ile on kosztuje, bo go wygrałam, ale tak złego produktu jeszcze nie miałam. Nie dość, że malutki, to jeszcze strasznie niewydajny i bardzo źle działa przy jakichkolwiek problemach intymnych, bo jeszcze bardziej je zaostrza. Najlepszy z całej trójki jest żel z Green Pharmacy, chociaż jego zapach również nie jest moim faworytem, ale przynajmniej działa jak powinien, jest duży, wydajny i do tego kosztuje ok 7-8zł. Możecie o nim przeczytać TU.


Pianka z Pharmaceris jest moim ulubionym produktem z tego denka. Jest ona delikatna, jednak bardzo dobrze działa na skórę tłustą i trądzikową. Jest to jedyny taki produkt, który w ogóle mnie nie wysusza i nie powoduje wysypu miliona wyprysków. Jakby ktoś chciał o niej poczytać więcje to KLIK. Kolejną pianką jest ta od Venus, jednak jest to pianka do golenia, a nie oczyszczania :) Tym razem wersja konwaliowa. Właściwie jest to już ostatnia z całej serii, bo miałam wersję melonową, żurawinową i teraz konwaliową. Niestety moim zdaniem jest najgrosza z całej trójki, najlepsza jest żurawina, mango jest ok póki jest świeża, po miesiącu od pierwszej aplikacji zmienia się o 180 stopni, nie przywiera do skóry nóg i staje się dziwnie lepka do dłoni. A konwalia jak jest kiepska na początku to i na końcu serc nie porywa. Ostatnim produktem jest balsam od Perfecty. Jest to wesja lady berry z serii pin up girl. Jakoś świetnie nie nawilża, ale rewelacyjnie koiła moje podrażnienie po goleniu i dlatego bardzo ją polubiłam. Jej dodatkowym atutem był piękny, owocowy zapach. Pisałam o niej TU.


A teraz trochę zapachu! Tzn Balei i mydła od niej. Oprócz ceny i zapachu znów nic nie zachęca do ponownego zakupu, ponieważ strasznie wysusza, zresztą chyba jak cała Balea... Natomiast sól do stóp okazała się bardzo dobra! Kupiłam ją na przecenie w Naturze (ok 5 zł), bo strasznie bolały mnie nogi od stania w pracy. Bardzo dobrze działa na zmęczone łydki oraz kolana i do tego ten piękny miętowy zapach... :)


Perfumy z FM sa naprawdę dobre, szczególnie te męskie. Te akurat są mojego P, dośc długo się utrzymują i bardzo ładnie pachniały. Natomiast płatki pod oczy z Prestige jakoś niczym się nie wyróżniły...


No i tutaj będzie się działo. Casting Sunkiss od L'Oreal Paris to świetny żel lekko rozjaśniający nasze włosy! Bardzo go polubiłam. Planuje zakup jeszcze jednego opakowania, ponieważ wcześniejsze pasemka zaczęły mi się wymywać. Największym atutem tego żelu jest łatwość aplikacji, czas trzymania na włosach, brak konieczności zmywania i natychmiastowy, łagony efekt jednego maksymalnie dwóch tonów. Żel antybakteryjny B&BW Twilight Woods (recenzja żeli B&BW) jest prześwietnym zapachem na jesień i zimę, niby mocny i ciężki, ale ma w sobie jakąś słodycz, która uzależnia. Tak samo jak Blistex, jednak nie ma on może słodyczy, ale ma za to świetne właściwości nawilżające, które uratują nawet bardzo przesuszone usta. No i został antyprespirant Lady Speed Stick, który bardzo dobrze chroni przed potem i jego zapachem oraz nie niszczy aż tak rzeczy, recenzja TU.


Znalazła się nawet kolorówka! Tutaj jest eyeliner, maskara z Eveline Cosmetics i szminka z tej samej firmy. Niestety wszystko dawno temu skończyło ważność, może oprócz tuszu, który strasznie zaczął się kruszyć. I koniec! To wszystko z tego denka ;) a jak tam Wasze?