wtorek, listopada 25, 2014

Rzęsy do nieba! Czyli maskara the mega plush volume od Maybelline

Każda kobieta marzy o pięknych, długich oraz pogrubionych rzęsach. Niestety wiele z nas takich rzęs nie ma, przez co musimy pomagać sobie małymi produktami, jakimi są tusze do rzęs. Dziś chciałabym Was przedstawić królową w tym temacie, czyli The Mega Plush Volume Express od Maybelline!



Maskara Maybelline Mega Plush tak jak większość maskar tej marki znajduje się w plastikowym opakowaniu, jednak wyróżnia ją bardzo ciekawy turkusowym kolor. Bardzo lubię ten kolor, bo jak wrzucę ją do torby to łatwo ją znaleźć, nie to co tusze w czarnych opakowaniach. Pokochałam również elementy fuksji wplecionej w napis. Jak najbardziej przykuwa uwagę i nie wygląda to ani trochę tandetnie czy oklepanie. Myślę, że ta wersja jest lepsza od innych maskar firmy Maybelline, bo żółte opakowania zawsze mi się brudziły, a niebieski Rocket jak wpadł do torebki to nie dało rady go odnaleźć.
Jej dodatkowym atutem jest szczoteczka:


Jest to ogromna szczoteczka, naładowana syntetycznymi włoskami. Całość jest w kształcie owalu (po środku dłuższe włoski, które zwężają się ku końcom), co umożliwia dotarcie szczoteczką do każdej rzęsy. Dodatkowym atutem jest ruchoma główka. Niestety cała ta elastyczność szczoteczki może być również jej minusem, ponieważ włoski ledwo dotykają naszych rzęs. Ale podstawą jest nauczenie się jak należy manewrować taką maskarą, a później ewentualne jej krytykowanie. Początkowo strasznie ta elastyczność mnie denerwowała, ale na chwilę obecną uważam to za duży plus, bo nie umaziam sobie całego oka przy malowaniu, czy wystarczy jedno przeciągniecie aby rzęsy wyglądały naprawdę dobrze. Jeśli jednak jedna warstwa tuszu to dla nas za mało, wtedy szczoteczka będzie bezużyteczna, gdyż nie radzi sobie z rozczesaniem rzęs, a wręcz je sklei. Dlatego dobrze jest mieć gdzieś pod ręką grzebyk, który przywróci nasze rzęsy do ładu i składu. 

EFEKT
Mega objętość dla rzęs, tak delikatna jak plusz

DZIAŁANIE
• Konsystencja żel musu pielęgnuje rzęsy, nie krusząc ich
• Miękka, elastyczna szczoteczka dopasowuje się do kształtu rzęs, unosząc je od nasady aż po same końce
• Pogrubiająca maskara, która dba o rzęsy, bez kruszenia

Faktycznie, konsystencja tuszu różni się od normalnej maskary, jednak nie widać spektakularnej różnicy na którą liczyłam. Jednakże musze przyznać, że tusz nie osypuje się, nie odbiła na górnej powiece, ani nie skleja rzęs co jest jak najbardziej dużym plusem.
Jedna warstwa tuszu prezentuje się tak:


Wiem, idealnie może to nie wygląda, ale to były pierwsze dni pracy z tą szczoteczką, dlatego może nie wyglądać to spektakularnie. Jednak bardzo polubiłam maskarę Maybelline, za to że bardzo dobrze wydłuża rzęsy, lekko je pogrubia, nadaje wyrazistej czerni, a to wszystko sprawia, że oko jest ładniejsze i większe. W porównaniu do innych maskar tej firmy, ta jest dla mnie wielkim i bardzo miłym zaskoczeniem. Jak miałam problemy ze starą wersją tuszu Colossal i nie polubiłam się kompletnie z Rocket, tak ta na ich tle wypada wręcz rewelacyjnie i aż chce się pogratulować Maybelline za tak dobry produkt. Tylko muszę popracować trochę nad szczoteczką i będzie 5+ za ten produkt ;)

Gdzie można ją znaleźć? Z pewnością w Rossmannie - opłacało się ja kupić na minionej promocji, ale także dostaniecie ją w Hebe, Superpharmie czy Naturze. Jej cena waha się w granicach 20-35 zł. 

A Wy jakie tusze lubicie? Macie swoje ulubione? :)