środa, grudnia 11, 2013

Sernikowa uczta dla włosów! czyli maska Kallos - LATTE z proteinami mlecznymi


W sklepie wiele produktów do włosów cieszy nasze oczy, a my biedne nie wiemy którą maskę/odżywkę wybrać...
Cóż, nic dziwnego! Ile razy już słyszałam, że patrzenie na skład jest dziwne, albo podchodzenie do maski z 3-4 razy zanim się ją weźmie także wygląda niepokojąco.
Jakby tego było mało zanim blogerka, a już napewno włosomaniaczka zakupi dany produkt, przeczyta na wizażu, na blogach milion recenzji na jego temat i przemyśli zakup owej upatrzonej np. maski.
Brzmi znajomo? Przejdzmy dalej!

U mnie najwazniejszy był skład, bo dobry skład to podstawa dobrej maski. Im więcej chemii tym mniej odżywi moje włosy.
No niestety nic bardziej mylnego...idealnym przykładem będzie maska BingoSpa z 40 aktywnych ekstraktów, gdzie nie ma ona ani 40 aktywnych ekstraktów, ani wcale nie była taka fajna. Mam co do niej mieszane uczucia, ale jeśli chcecie o niej poczytać zapraszam tu -> KLIK

Na maskę Latte Kallos'a czaiłam się od dłuższego czasu. A dlaczego czaiłam?
Otóż... zachwala ta maskę wiele, wiele osób, na wizażu jak i blogach, ale mnie nie przekonywał skład. Szczególnie jego końcówka.

Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Dipamytoylethyl Hydroxyethylomonium Methosulfate, Parfum, Propylene Glycol, Benzyl Alcohol, Citric Acid, PEG- 5 Cocomonium Methosulfate, Methylisothiazolinone, Sodium Glutamate, Hydroxypropyltrimonium Hydrolized Casein, Hydrolized Milk Protein, Methylchloroisothiazolinone, Sodium Cocoyl Glutamate, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, 5-Bromo-5-Nitro-1,3-Dioxane.

Ostatni składnik to pochodna formaldehydu, proteiny mleczne są bliżej końcowi, co wcale jest dobrym znakiem, ponieważ oznacza to że jest ich mało. Dwa metylo-coż tam są to konserwanty, które nie należą zbytnio do bezpiecznych


A producent twierdzi, że maska ta nabłyszcza i odżywia nasze włosy, dodatkowo stają się one jedwabiste i łatwo się je rozczesuje.
Jak zwykle...napisane tak ładnie i bajecznie. Jednak plusem jest, że producent nie zachwala produktu w milionach zdań, tylko dwa dosadne, dobrze napisane zdania stają się całym opisem maski.


Opakowanie maski jest dość pospolite, wykonane z twardego plastiku, koloru przezroczytego. Dookoła opakowania jest fioletowa naklejka. Całość zakręcana od góry.


Maska ma bardzo ciekawą konsystencję...jest ona zwarta, koloru rozwodnionego mleka o zapachu...sernika! Tak tytułowego sernika! Pachnie mi ona takim wylepianym spodem, lekko wypieczonym i dobrym sernikiem (płaczącym/z rosą).
Zapach jest subtelny, lekki i pozostaje przez pewien czas na naszych włosach. No jak dla mnie bajka...


Co więcej moge powiedzieć o tej masce?
Z pewnością nadaje bardzo ładny połysk i lekko je wygładza. Nie jestem przekonana czy ona odżywia włosy, ale daje taki efekt ;)
Rozczesywanie z nią włosów to żaden problem. Podoba mi się także to, że włosy po niej są lejące, mięsiste i mają ładniejszy skręt :)
Jednak to tyle... nie wiem czy skład jest tragiczny. Myślę, że jest średni, jednak maska jest tania, bo kosztuj ok 8-9zł za ok 275 ml. Dostępność? Sklepy z kosmetykami fryzjerskimi, Hebe...
A Wy lubicie tą maskę? Znacie ją w ogóle? :)

Oraz troche prywaty...chciałam was zaprosić na bloga mojej koleżanki, która dopiero zaczyna ale chciałabym mieć taka wiedzę jaką ona ma na temat włosów i ich pielęgnacji :)
www.kolorszok.blogspot.com